LALPS: heroiczne zwycięstwo na zakończenie!

Podobno prawdziwych mężczyzn poznaje się po tym, nie jak zaczynają, ale jak kończą. Jeżeli to powiedzenie przełożyć na nasz zespół w skali 1:1 to ligę w Lipnie zakończyliśmy w najlepszy z możliwych sposobów, pokonując trzecią drużynę LALPS – Wirtuozów Prawej Ręki 3:2. Do tego dokonaliśmy wręcz niemożliwego, patrząc na sam przebieg spotkania

Jeżeli ktoś uważał, że spotkanie pomiędzy Gamą Volley Chalin, a Wirtuozami Prawej Ręki będzie nudnym widowiskiem i obstawiłby to u bukmachera to z pewnością nie wygrałby żadnych pieniędzy, choć po pierwszym secie mógłby myśleć, że ma je już pewne w kieszeni.

Poranna wygrana z Wiką dodała chaliniakom wiatru w żagle, choć z drugiej strony trzy sety we włocławskiej lidze czuć było w nogach. Pierwsze piłki zapowiadały równorzędny bój, ale taki stan rzeczy trwał jedynie do wyniku 4:4. Wtedy to zaczęła się „salwa” w polu serwisowym Wirtuozów. Rywale rozstrzeliwali nas niemiłosiernie, zmuszając tym samym do tworzenia przewidywalnych akcji. Piłka bardzo często była w grze, tyle że przechodziła na drugą stronę rywali i to oni punktowali nas raz za razem, kończąc kontry. Można powiedzieć, że nie istnieliśmy i nie będzie w tym stwierdzeniu żadnego przekłamania. W efekcie przeciwnicy rozgromili nas do 11 i można było przewidywać rychły koniec spotkania.

Wytrzymaliśmy jednak „ciśnienie”, nie zmieniliśmy nic w zestawieniu personalnym i do kolejnej partii przystąpiliśmy z pełną wiarą w zwycięstwo. Rywale wciąż byli bardzo groźni w polu serwisowym, lecz już nie tak skuteczni. W naszym zespole poprawiło się przyjęcie, a jeżeli szwankował ten element gry to rozgrywający Patryk Jabłoński wraz z przyjmującymi i atakującym potrafili wycisnąć z akcji „maxa” i zdobyć punkt. To była główna różnica w porównaniu do pierwszego seta. Potrafiliśmy zmusić Wirtuozów do błędu i to oni momentami byli bezradni. W efekcie wygraliśmy pewnie drugą partię do 19 i doprowadziliśmy do remisu 1:1.

Trzeci set to jednak znowu słaba gra w naszym wykonaniu. Każdy element siatkarskiego rzemiosła wyglądał znacznie gorzej niż w poprzedniej części spotkania,a rywale znowu zaczęli trafiać zagrywką, nie myląc się jednocześnie w ataku. Nasz zespół grał za to na pełnym ryzyku, tym samym popełniając sporo błędów. Wirtuozi pewnie wygrali trzecią partię do 15 i prowadzili 2:1.

Trzeci set stosunkowo przełożył się również na kolejną, czwartą partię. Słabszy moment na przyjęciu miał Mariusz Jaroszewski, przez co rywale  odskoczyli nam na kilka oczek. Chwilowa niedyspozycja naszego przyjmującego, zmotywowała go podwójnie, a także zmotywowała cały zespół do walki. Rywale powoli w myślach zaczęli dopisywać sobie kolejne zwycięstwo, a my mozolnie zaczęliśmy odrabiać straty. W końcówce Wirtuozi mieli trzy-cztery punkty przewagi, ale wymierny korzyść dała podwójna zmiana. Najpierw w krytycznym momencie rywala na pojedynczym bloku  zatrzymał Kacper Balcerowski, czym dał impuls do odrabiania strat. Prawdziwa walka zaczęła się jednak przy stanie 24:21 dla Wirtuozów i piłkach meczowych. W polu serwisowym pojawił się wtedy Jarosław Łykowski i utrudnił przeciwnikom życie, jak tylko potrafił najlepiej. Najpierw as, a potem kolejne dwie ciężkie zagrywki sprawiły, że mieliśmy szanse na kontry. Wykorzystaliśmy je w nieprawdopodobnych okolicznościach.

Najpierw Rafał Walter wyasekurował jedną ręką blok po ataku ze środka, ale prawdziwego cudu dokonał Patryk Jabłoński. Nasz rozgrywający praktycznie z zerowego kąta przebił piłkę nogą nad antenką, zaskakując tym samym, przecierających oczy ze zdumienia rywali i zdobywając punkt na remis. Po chwili to my mieliśmy piłki setowe i zdołaliśmy je wykorzystać za czwartym razem. Nie udałoby się tego dokonać z pewnością bez Mariusza Jaroszewskiego i Łukasza Zabłotowicza, którzy ciągnęli grę w ataku.

Tie-break a w szczególności jego końcówka była teatrem jednego aktora – właśnie Zabłotowicza. Jednak w początkowych piłkach Jabłoński starał się wykorzystywać środek, a tam swoje królestwo mieli Przemysław Nakonowski i Szymon Kuczmarski, którzy z pełną mocą „ładowali” ataki w boisko.  Olbrzymią pracę wykonała podwójna zmiana. Kacper Balcerowski i Patryk Pączek wykonali swoje zadanie niemal idealnie, dając zespołowi oddech, w środkowej części decydującego seta. Siatkarze Gamy prowadzili w tie-breaku już 10:7, lecz nieskuteczność i bardzo dobra zagrywka rywali sprawiła, że Wirtuozi szybko odrobili straty i sami uzyskali dwupunktowe prowadzenie (13:11). Wtedy swój koncert rozpoczął Zabłotowicz. Nasz atakujący skończył wszystkie piłki posłane do niego, kapitalnie obił blok przy 14:14, a następnie zakończył to niezwykle emocjonujące spotkanie punktowym serwisem.

Podobno porażka jest sierotą, a sukces ma wielu ojców. W tym przypadku zwycięstwo było sukcesem dziewięciu zawodników, którzy może i popełniali błędy, ale stanowili zespół. Zespół, który udowodnił, że ma spory potencjał, potrafi walczyć i ma mentalność, która pozwala na zwycięstwa w trudnych spotkaniach. Dzięki wygranej Gama Volley Chalin utrzymała się na ósmym miejscu w ligowej tabeli.

Gama Volley Chalin – Wirtuozi Prawej Ręki 3:2 (11:25, 25:19, 15:25, 29:27, 16:14)

Skład Gamy Volley’a: Patryk Jabłoński, Przemysław Nakonowski, Szymon Kuczmarski, Mariusz Jaroszewski, Jarosław Łykowski, Łukasz Zabłotowicz, Rafał Walter oraz Kacper Balcerowski, Patryk Pączek

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

19 − 15 =